be-good pisze:
Pod koniec lat 70tych z parku zniknęły mieszkające tam w domku przy żabkach łabędzie.
Sam fakt życia tych ptaków w takim miejscu, w kraju niedoborów i problemów w zaopatrzeniu w żywność należałoby uznać za ewenement. Kilka dni po zniknięciu pary ptaków PODOBNO milicja zatrzymała drania, który na rynku próbował sprzedać łabędzie z obciętymi łbami jako dwie duże gęsi

...
Nawet jeśli te okoliczności zniknięcia łabędzi to tzw
miejska legenda - to mamy tu i tak ciekawą opowieść ...
No, be-good, coś w tym jest

Tak sobie przeglądam książkę Wiesława Kota: "PRL - jak cudnie się żyło!" i... niespodzianka! Akcent tczewski.

W rozdziale "Młoda Polska" (podrozdział: "Śmierć łabędzia"), czytamy:
Młodym ludziom przydarzały się najrozmaitsze mało wychowawcze przypadki. [...] "Kulisy" wskazywały w 1974 roku na swego rodzaju rekordzistę: "W miejskim parku w Tczewie bestialsko zamordowany został łabędź. Ptaka znaleziono martwego, z uciętą głową. Mordercą okazał się 17-letni Jerzy S., który przechodził właśnie przez park wracając z udanego włamania do kiosku Ruchu. Młody człowiek w ciągu ostatniego miesiąca: uciekł ze schroniska dla nieletnich w Oliwie, ukradł we Wrzeszczu "Syrenę", pojechał nią do Tczewa, gdzie porzucił wóz, zabierając zeń apteczkę i akcesoria. Następnie włamał się do Fiata,którym pojechał do Bydgoszczy, po drodze zderzył się z ciężarówką, co nie przeszkodziło mu w kontynuowaniu podróży. Kiedy zaś we Fiacie wyczerpał się zapas benzyny, wysiadł zabierając z samochodu magnetofon marki Philips. Po czym - już w Tczewie - włamał się do kiosku Spółdzielni Inwalidów, ukradł papierosy i alkohol, znów skradł "Syrenę", wpakował się nią do rowu, uciekł z miejsca wypadku, upatrzył sobie inną "Syrenę", pojechał nią pod kiosk Ruchu,który okradł, włamał się też do sklepu Społem i kiosku gastronomicznego. Na deser zamordował łabędzia."
Dżizas, rzeczywiście rekordzista,który upodobał sobie "Syrenę"... Prosiak, morderca łabędzia
