Książki o lokalnej historii raczej nie są zbyt intratnym źródłem dochodu. Nawet jeśli wydać publikację po kosztach, to nie wiadomo, czy uda się rozdysponować cały nakład, a im więcej egzemplarzy druku, tym cena pojedynczej książki będzie niższa. Chyba że jest dofinansowanie pełne jak np. miało to miejsce przy publikacji Dawny Tczew 2016 i szybko zostanie rozdana.
Nie wiem, co myśleć o sprawie ponownego wydania książki Raduńskiego, bo rzeczywiście zawiera ona multum cennego materiału, który się nie zdezaktualizował i który późniejsi badacze pomijali, skupiając się na historii ogólnej. Dobrym przykładem są dzieje dawnych miejsc w mieście albo informacje o Polakach z Tczewa i pod Tczewem na bazie ksiąg kościelnych (ten ostatni wątek był rozwijany także w dodatku "Kociewie" do Gońca Pomorskiego. Fakt - "Zarys dziejów..." to pierwsza polska publikacja o Tczewie, ale są tam też - jak słusznie wskazał MZK - wątki, które są nieaktualne lub naciągane.
Pierwsza niemiecka monografia poświęcona dziejom Tczewa to dzieło dr Preussa z 1860 r., które doczekało się nawet tłumaczenia Mieczysława Polewicza. Ale drażnić może argumentacja w stylu, że dobrze Polsce ten rozbiór, bo to państwo wyborcze, które jakim prawem zabrali zakonowi krzyżackiemu Pomorze Gdańskie, a wcześniej książętom pomorskim. Można przecież polemizować i odwrócić argumentację, że jakim prawem Krzyżacy przywłaszczyli sobie pokrętną argumentacją te terytoria. No ale nie ma co się obrażać na historię - takie było ówczesna tendencja udawadniania na siłę niemieckości i pretensji Prusaków do tych terytoriów.
Znacznie lepsza jest praca dr. Franza Schultza, którego zresztą sam naśladuję w niektórych aspektach. To on chyba pierwszy zaczął na szeroką skalę wykorzystywać księgi i akta gruntowe do badań historii miejscowości. Raduński zarzuca mu co prawda, iż np. tendencyjnie omija argumenty przemawiające na korzyść Polakow i słowiańszczyzny na naszym terenie, ale w skali ogólnej praca jest rzetelna i stonowana. Późniejsza publikacja O. Korthalsa jest już agresywnie propagandowa.
Żartobliwie powiem, że gdybym miał wskazać, co starego o Tczewie wydać, postawiłbym na... mieszankę Raduńskiego i Schultza albo obie prace równocześnie. Raduński z pewnością nie jest pomijany i zapomniany, gdyż wielu autorów ciągle powołuje się na niego. Powiem - gdyby obstawać przy wydaniu pewnym kompromisem byłoby dodanie posłowia napisanego przez profesjonalnego historyka, który w zarysie wskazałby, gdzie praca ta jest nieaktualna, a co jest wciąż użyteczne.
Ale wciąż powraca pytanie - jakie byłoby zainteresowanie książką w sytuacji, jeśli miasto nie dysponowałoby funduszem na sfinansowanie druku? A tu nawet przy założeniu druku po kosztach powstaje dylemat co do ilości egzemplarzy i ceny, która zachęciłaby do zakupu. Raczej bym odpuścił - według mnie lepszym pomysłem jest tłumaczenie wybranych publikacji o Tczewie, bo treści tych wiele osób nie zna i mogą jeszcze coś nowego wnieść.
Jest na Forum DT odrębny wątek o tym:
viewtopic.php?t=2390
Tak czy inaczej - w przypadku każdej starej pozycji niezbędny jest przynajmniej jakieś posłowie.
mzk pisze: ↑27 wrz 2024, o 07:16
Jeżeli chcemy zrobić coś dla poznania lepiej historii naszego miasta, to powinniśmy decydentów namawiać do ufundowania jakiejś nagrody/stypendium dla studentów zajmujących się w swych badaniach kwestiami związanymi z Tczewem (nie ograniczając się do historii), czy też zamawianie u specjalistów książek i innych prac. Książka p. Raduńskiego jest ważna, ale ona już nic nowego nie powie.
Tu zdecydowanie się zgadzam. Co więcej można by połączyć jedno z drugim, np. w większym stopniu wykorzystać te niemieckie źródła oraz dodać i rozwinąć te aktualne wątki przytoczone przez Raduńskiego, których nie podjęli autorzy "Historii Tczewa" i p. Roman Landowski.