Pomerania : miesięcznik społeczno-kulturalny, 1983, nr 8
Chwasty na poletku historii
Konrad Ciechanowski
Często spotykamy się z utyskiwaniem na słabą znajomość historii Pomorza Gdańskiego w latach drugiej wojny światowej wśród szerokich mas społeczeństwa, a zwłaszcza młodzieży. Nierzadko przy tym trafiają się również stwierdzenia, że utrwalany obraz dziejów wojennych Pomorza Gdańskiego jest nie tylko słaby ale także wypaczony. Krytykujący przyczyny tego widzą w braku dostatecznej ilości opracowań naukowych, jak również w ich niedoskonałości. Może jest w tym i spora doza prawdy. Śmiem jednak stwierdzić, że wiedza historyczna o tamtych czasach jest kształtowana w szerokich kręgach społeczeństwa nie tyle przez naukowe opracowania, co przede wszystkim przez opracowania popularne — reportaże publikowane w postaci druków zwartych, czy też na łamach czasopism społeczno-kulturalnych i w prasie codziennej. Niemałą rolę odgrywają tu również filmy oraz telewizja. (Może to ostatnie moje stwierdzenie odnośnie do Pomorza nie jest w pełni adekwatne, bowiem dzieje tego regionu w latach okupacji znalazły tylko znikome odbicie w filmie i telewizji.)
(...)
Wokoło realizacji planu „Zug” i jego udaremnienia narosły także różne mity i zniekształcenia rozpowszechniane przede wszystkim przez publicystów na łamach prasy codziennej i tygodników społeczno-kulturalnych. Niekiedy także i w opracowaniach naukowych. I tak np. Barbara Bojarska w jednej ze swych prac (Ekstreminacja inteligencji polskiej na Pomorzu Gdańskim, wrzesień—grudzień 1939, Poznań 1972, s. 91) stwierdza, że mosty w Tczewie wysadzili bohaterscy kolejarze z Szymankowa. Jednak rekord w zniekształceniu tego faktu pobił Robert Jordan w swym artykule pt. „Fiasko akcji pociąg”, zamieszczonym w tygodniku „Żołnierz Polski” (Nr 24, 1969). Artykułowi temu nie można nawet zarzucić tworzenia mitu, a wręcz rozpowszechnianie głupstw. Chyba każdy kto nie wie gdzie leży Tczew, a zamierza pisać o wydarzeniach jakie rozgrywały się w tym mieście
1 września 1939 r., zwłaszcza o próbie opanowania mostów, winien spojrzeć na mapę. Zapoznać się, z której strony Wisły leży Tczew i gdzie przebiegała granica państwa polskiego w tym rejonie. Robert Jordan uważał to widać za zbyteczne. Pozwolę sobie przytoczyć kilka fragmentów, jego artykułu. ...Pierwsze godziny września 1939 r., jeszcze noc. Na dworcu kolejowym w Gdańsku stoi gotowy pociąg tranzytowy. Do będącej pod parą lokomotywy doczepiono sznur wagonów towarowych i pulmanów. W tych ostatnich sami mężczyźni. Co prawda, wszyscy ubrani są w cywilne garnitury, ale uważny obserwator bez trudu dostrzegłby ukrytą pod ławkami broń. W wagonach towarowych nie troszczono się o maskowanie, wypełnili je umundurowani i po zęby uzbrojeni SS- -mani, saperzy Wehrmachtu i bojówkarze SA. Czekając odjazdu, hitlerowcy wpatrywali się w stojący na sąsiednim torze pociąg pancerny. Ten również był gotowy do odjazdu..; Autor „Fiaska akcji pociąg” nie wiedział widocznie, że do chwili wybuchu wojny kolej w Gdańsku była pod zarządem polskim, a pracownikami kolei byli w przeważającej większości Polacy. Nie wiedział również tego, że pociąg aby dojechać do Gdańska z Tczewa musiał minąć kilka stacji kolejowych na terenie ówczesnego Wolnego Miasta Gdańska, tam pracowali również polscy kolejarze i nawet jedną stację kolejową na terenie państwa polskiego, jak również ważny węzeł kolejowy w Zajączkowie przed Tczewem. A już w samym Tczewie żeby dojechać do mostów musiał minąć dworzec kolejowy. Ale oddajmy ponownie głos R. Jordanowi: Dokładnie o godzinie 4.20 na most kolejowy w Tczewie wtoczył się niemiecki pociąg z Gdańska. Czuwający w ukryciu polscy żołnierze ze zdziwieniem zauważyli, że pociąg gwałtownie zwalnia. Nim lokomotywa minęła ostatnie przęsło, pociąg zupełnie znieruchomiał, a z towarowych wagonów zaczęli wyskakiwać niemieccy żołnierze, Równocześnie z okien pulmanów zaszczekały karabiny maszynowe. Polacy natychmiast odpowiedzieli ogniem. Serie ukrytych ce- kaemów omiotły wagony, skosiły pierwszych z biegnących wzdłuż pociągu hitlerowców.
Walka przybierała na sile. Hitlerowcy prowadzili ogień na oślep. Ich serie nie wyrządzały jednak większych szkód dobrze zamaskowanym Polakom. Po paru minutach ogień z pociągu zaczął słabnąć i już zanosiło się na koniec walki gdy dotarły odgłosy artyleryjskich wystrzałów i prawie natychmiast w pobliżu stanowisk rozerwały się pierwsze pociski. Jeszcze chwila i — wszystko stało się jasne: Od strony Gdańska nadjeżdżał niemiecki pociąg pancerny, jego załoga prowadziła ogień w biegu.
Podporucznik dowodzący grupą saperów z ochrony mostu zrozumiał, że teraz na niego kolej.- Jego ręka nacisnęła dźwignię i — żołnierzy ogłuszyła potężna eksplozja. Podrzucone w górę wagony pociągu zwaliły się w dół z zerwanymi przęsłami mostu. „Aktion Zug” poniosła fiasko...
Te wymysły autora, od pierwszego wiersza cytowanego artykułu począwszy nie mają nic wspólnego z rzeczywistym przebiegiem wydarzeń 1 września
1939 r. w Tczewie. Z wyjątkiem niemieckiego kryptonimu akcji, której celem było opanowanie w całości mostów w Tczewie, węzła kolejowego w tym mieście oraz w Chojnicach, jak i mniejszych węzłów kolejowych na trasie Chojnice—Tczew. Nie mam zamiaru opisywać tutaj szerzej rzeczywistego przebiegu tych wydarzeń. (Niejednokrotnie zabierał w tej sprawie głos W różnych czasopismach, prostując zniekształcenia — ppłk Stanisław Janik, ówczesny dowódcą 2 batalionu strzelców w Tczewie. Co prawda po artykule R Jordana nie zabrał głosu, ale może nie dotarł do niego, albo zabrakło mu już sił?) Trzeba tu wyjaśnić, że opanowanie mostów w Tczewie przez zaskoczenie miało nastąpić, i tak praktycznie było, ale od strony Malborka, a nie od strony zachodniej. Do przeprowadzenia tej akcji dowództwo niemieckie przygotowało specjalny oddział wydzielony pod dowództwem płka Medema, od którego nazwiska otrzymał kryptonim „oddział Medem”. Sam atak na most miał zostać poprzedzony atakiem eskadry Luftwaffe, która miała o oznaczonej godzinie dla tej akcji bombardować rejon mostów i Tczewa. Nie mosty! Korzystając z zamieszania wywołanego bombardowaniem, na most miał wjechać tranzytowy pociąg towarowy — zamówiony poprzedniego dnia jako pociąg z bydłem z Prus Wschodnich do Rzeszy. W nocy z 31 sierpnia na 1 września wyjechał polski parowóz po zamówiony pociąg do Malborka, gdzie ściągnięto z parowozu polską
obsługę. Rozebrano z mundurów, w które ubrali się Niemcy i pociąg ruszył w oznaczonym czasie do Tczewa. Za nim ruszył pociąg pancerny. Cała akcja spaliła na panewce ponieważ polscy kolejarze w Szymankowie, ostrzeżeni przez polskich celników w Kał- dowie (na terenie Wolnego Miasta Gdańska), rozpoznali niemiecki podstęp. Zatrzymali pociąg towarowy, a pancerny skierowali na boczny tor i powiadomili ochronę mostów w Tczewie. Zapłacili za to życiem. Niemcy nie zdążyli już jednak powstrzymać ataku lotniczego. Kiedy niemiecki pociąg towarowy z oddziałem saperów, który miał rozminować mosty, zbliżał się do Wisły, został zatrzymany ogniem z polskiej ochrony mostów pod dowództwem por. Walentego Faterkowskiego, ze wschodniego przyczółka mostowego w rejonie Lisewa. Tak więc żaden pociąg nie wjechał na most. Po około godzinnej walce ogniowej i następnie wycofaniu plutonu ppor. Faterkowskiego, wschodnie przęsła mostów drogowego i kolejowego zostały wysadzone w powietrze. Pół godziny później zniszczona została pozostała część mostów. Nie było jednak na nich żadnego pociągu niemieckiego. Należy tu zaznaczyć, że naczelne dowództwo niemieckie przywiązywało wielką wagę do opanowania tych mostów w stanie nieuszkodzonym. Pisze o tym między innymi historyk niemiecki Herbert Schindler w książce wydanej w RFN pt. „Mosty und Dirschau 1939”, Freiburg 1979. (Cdn.)



Nie drążyłem czy można znaleźć tygodnik „Żołnierz Polski” (Nr 24, 1969).



