be-good pisze:
Zaznaczam, że być może osoba tłumacząca wilkierz tczewski dysponowała dodatkowymi źródłami informacji, o których istnieniu nie mamy tu pojęcia i użycie słowa LEUSS ma wynikające skądś solidne uzasadnienie...
Wydaje się, że źródłem tym był tekst wilkierza zamieszczony przez Otto Günthera w numerze 48 Zeitschrift des Westpreußischen Geschichtsvereins (Die Willkür der Stadt Dirschau vom Jahre 1599 s. 30).
Rzeczony artykuł zostal tam zapisany następująco:
art 60.JPG (25.48 KiB) Przejrzano 9655 razy
art 60.JPG (25.48 KiB) Przejrzano 9655 razy
.
Wobec zamieszczonego przez Lukasz'aB obrazu oryginalnego tekstu, wygląda to po prostu na pomyłkę. Między literami "e" i "ß" nie znajduje się "u" lecz "i" z wyraźną kropką, co dodaje brakujące 5% do hipotezy be-good'a.
Kolejną pomyłką wydaje się być interpretacja przynależności "moczarów Leuss" do "majątku Schliwen". W artykule 60 jest napisane "so wol aus dem Gutte Schliwen", co należałoby przetłumaczyć jako " lecz także/tak jak z majątku Schliwen".
Potwierdza to trudność w logicznym powiązaniu obydwu miejsc.
be-good pisze:Od razu napiszę, że nie mam pojęcia jak powiązać tą wiślaną wyspę z "majątkiem Schliwem", ale żeby było o czym pisać - otwieram dyskusję nad tą hipotezą ...
P.S. Nieco off-topic, ale proszę admina o przyznanie be-good'owi w moim imieniu punktu reputacji, bo w moim IE8 nowy system nie chce działać.
Re: Moczary Leuss
: 15 cze 2012, o 05:40
autor: be-good
mirza3 pisze:Między literami "e" i "ß" nie znajduje się "u" lecz "i" z wyraźną kropką, co dodaje brakujące 5% do hipotezy be-good'a.
Dziękuję za bardzo konkretne wsparcie! . Z innych widocznych teraz różnic możemy pokazać istnienie znaku "e" w końcówce zapisu "Bruches", co akurat nie wnosi wiele do dalszych interpretacji.
O ile pamiętam, nad miejscem tym pochylał się rok temu nasz koordynator, co mogą potwierdzić fotografie wykonane przez naszego admina z okna na Czyżykowie
Re: Moczary Leuss
: 15 cze 2012, o 21:35
autor: be-good
Pogmerałem w zasobach Forum i znalazłem nadające się do publikacji zdjęcia naszego koordynatora z ekipą Forumowiczów szukających na lisewskiej stronie już rok temu wyjaśnienia zagadki MOCZARÓW LEUSS z 60tego artykułu tczewskiego wilkierza.
Jakaż dalekowzroczność...
Mieli tzw czuja RESPECT
Widoczne na niej łąki pomiędzy nurtem Wisły a wałami po drugiej stronie rzeki określone są w dwóch miejscach jako "Alte Hutüng". W tłumaczeniu na polski to "Stary Las Pastewny" - cytując Wikipedię to:
zazwyczaj dębowy lub bukowy las, w którym w średniowieczu wypasano świnie. Cechą charakterystyczną takich lasów jest obecność głównie starych drzew, gdyż młode, wyrastające dopiero pędy były zjadane przez pasące się zwierzęta.
Niemiecka wersja opracowania hasła jest o wiele bardziej szczegółowa i zawiera wiele przykładowych fotografii tego archaicznego rozwiązania:
Wg niemieckiego opisu, prócz świń Hutüngen były również wykorzystywane do wypasu kóz, krów, owiec i koni. Już w 19 wieku, z powodu rozwoju wielkoobszarowego rolnictwa, w większości Europy lasy pastewne zostały jako takie zakazane.
Leißauscher Bruch był najprawdopodobniej wykorzystywany jako łatwe w utrzymaniu, sporadycznie zadrzewione pastwisko, które ograniczane było wodami Wisły i drobnych przeciskających się przez łąki odnóg rzeki.
Jak najbardziej były to nadrzeczne pastwiska, jednak raczej nie miały one za wiele wspólnego z owymi "lasami pastewnymi" (na marginesie owe lasy w naszych warunkach to mocno teoretyczny - tudzież "wikipediowy" - byt).
Niektóre kępy wiślane porastać mogły całkiem spore zagajniki, czy nawet lasy, to tutaj mieliśmy do czynienia ze zwykłymi zaroślami nadrzecznymi - ot coś w tym stylu, co podziwiać można do dziś nad Wisłą poniżej Czatków (tylko mniej było wtedy wierzby, a więcej olchy, brzóz, czy wiązów). Gdyby te zarośla choć z grubsza przypominały las (czytaj co najmniej z 20-30 dużych drzew na powierzchni hektara), to zaręczam, że w wilkierzu byłby o tym osobny rozdział, straszący tczewian karami za wszelkie jego dewastacje.
Zaś sam zapis z wilkierza jest w tym wypadku dość sztampowy. Od końca XV wieku, na wskutek ogromnego "bumu drzewnego", lasy przestano postrzegać jako nieużytki, zaś samo drewno stało się niezwykle cenne. Stąd w XVI stuleciu powszechnie wprowadzano do wilkierzy i rozporządzeń administracyjnych surowe zakazy wycinki wszelkich drzew (nawet tych wolno stojących). Do tej pory zarośla takie regularnie trzebili najpewniej okoliczni mieszkańcy, w poszukiwaniu opału. A tak starostowie mogli je reglamentować, czytaj np. dzierżawić okolicznym mieszkańcom na potrzeby rzeczonego wypasu, albo... w potrzebie finansowej, narażając się na ich pretensje, zawrzeć kontrakt z jakimś obrotnym kupcem na ich wypalenie w celu uzyskania popiołu drzewnego.
Ja tak ostry w ocenie tej gałęzi przemysłu bym nie był.
O wiele większe szkody pomorskim lasom przyniosła rabunkowa eksploatacja w czasie różnorakich wojen. Słynna była historia zniszczenia nadwiślańskiego lasu na południe od Białej Góry na potrzeby królewskiej manufaktury produkującej amunicję w czasach oblężenia Gdańska przez Stefana Batorego. Ogromne zniszczenia spowodowali też Szwedzi, zwykłą wycinką drzew.
Natomiast wypalanie popiołu czasem było całkiem sensownym elementem gospodarowania. W XVI i XVII wieku zazwyczaj dawano pozwolenie na taką produkcję na obszarze, który planowano wykarczować pod nowe osadnictwo. Rzecz jasna, jak to w kapitalizmie (który w Prusach Królewskich stawiał pierwsze kroki wcale niepóźniej niż w Anglii), nierzadko i nadmiernie dewastowano lasy, ale najczęściej były to nadużycia ze strony dzierżawców (zazwyczaj kupców gdańskich) prowadzących wypalanie lasu na szkodę właścicieli.
Król Zygmunt III już w początkach XVII wieku formalnie zakazał wszelkiego wypalania lasów na potrzeby przemysłowe, ale wojny szwedzkie zmusiły starostów królewskich do odejścia od tych rozporządzeń. No, ale mieli do wyboru, albo zarzynać podatkami wyniszczone miasta i wsie, albo ratować swoje budżety eksploatacją jedynego dostępnego surowca naturalnego. Pomijając już fakt, że akurat nadwiślańskie zadrzewienia były wybitnie "surowcem odnawialnym".
Zaś co do samej produkcji, to w lasach zazwyczaj ograniczano się do wyrobienia popiołu drzewnego i w tej postaci wywożono go do Gdańska. Dopiero tam w podmiejskich zakładach przerabiano go na potaż lub wajdaż.
Jak się uda, to za niedługo będzie można m.in o tych sprawach poczytać w jednej książce.