Re: Szymankowo
WARTA HONOROWA DT CZEŚĆ ICH PAMIĘCI!
be-good pisze:Pocztówka z dworcem, według opisu - z 1912 roku:
Na forum Odkrywca.pl, w wątku Tczew 1939, który podała Jadzia ( jadzia@Mosty na starych fotografiach), znajduje się post napisany przez krewnego Ignacego Wasielewskiego, zawierający ciekawe informacje o szczegółach tragicznych wydarzeń w Szymankowie:joola pisze:Takie "coś" znalazłam stronie CK w Śmiglu.http://www.ck-smigiel.pl/go.php?fstrona ... 006,06-12c
Mocno skracam:
Jedną z pierwszych ofiar tej wojny był syn ziemi śmigielskiej, były mieszkaniec Morownicy, który obecnie spoczywa obok nielicznych Obrońców Westerplatte i Obrońców Poczty Polskiej na Cmentarzu Bohaterów na gdańskiej Zaspie. Na skromnym białym, betonowym nagrobku w formie krzyża widnieje napis „Ignacy Wasielewski 1.09.1939 r., inspektor celny zamordowany w Szymankowie”.
(...)
Kilka wyjaśnień, Badylarz podaje, że insp. Szarek wystrzelił rakiete z Kałdowa. Otóż z Kałdowa nie wystrzelono żadnej rakiety. Rakietę wystrzelił inspektor z okna drugiego piętra dworca PKP w Szymankowie od strony wsi /nie peronów/, zaraz po tym wystrzeleniu został trafiony serią z karabinu maszynowego z ulicy, wisiał tak przewieszony przez parapet okna do południa - widzial to wszystko Pan Erwin Karczewski, który mi to opowiedział.
Pan Alojzy Menclewski w Celnikach Wolnego Miasta podaje, że Eugeniusz Jaroszyński kierowca zginął ok 2.00, Wł. Kamiński został aresztowany zaraz po wjeździe pociągu ok.4.20, na piętrze dworca przebywał I.Wasielewski, St.Szarek / J.Michalak przebywał poza stacja - H.M.Kula Gdańska dziura celna/ Pan Męclewski we swej książce podaje, że w wyniku przeprowadzonej ekshumacji stwierdzono, że St.Szarek miał odciętą pociskami nogę w biodrze, a Wasielewski miał pociski w klatce piersiowej. Moim zdaniem przebieg wypadków wygladał nastepująco, insp.Szarek obserwował tor z korytarza, kiedy do budynku weszli SA-mani krzyknął do Ignaca, aby przygotowal rakietę, Niemcy zaczeli biec ku Szarkowi, ten uciekł do pokoju, zamknął za sobą drzwi i zastawił nogą. Niemcy chcąc wedrzeć się do środka puscili serię z karabinu w zamek drzwi, pociski przez niego przeszły i odcieły Szarkowi noge w biodrze w tym samym czasie Ignacy otworzyl okno wychylil sie, wystrzelił rakietę i dostal w klatke piersiową / uważam, że strzelając z ulicy na wysokość drugiego piętra to tylko tak można oddać strzały/ Jest to oczywiscie moja hipoteza, wszystko wyjaśnić mogą dokumenty z ekshumacji, ktorych poszukuję.
...
Na stronie internetowej Komendy Głównej Strazy Granicznej jest mój artykuł na ten temat - polecam.
Jeszcze jedno wyjaśnienie pomniki ofiar Szymankowa na Zaspie dziś nie stoją w miejscu ich pochówku. Kolejarze i celnicy leżą w tej samej linii co Pocztowcy, ale w prawo od głównego ganku.
Przeżył też Erwin Karczewski – bohaterski, wówczas 14-letni harcerz, goniec polskich placówek celnych do jego historii jeszcze wrócimy.Ten bestialski mord przeżył Alfons Lessnau, który padł po oddaniu do niego strzałów i udał nieżywego – po wojnie był świadkiem na procesie Alberta Forstera – zamordowana została jego ciężarna żona Elżbieta .
Erwin przeżył Stuthoff, po wojnie pojawił się na apelu poległych……14 letni Erwin został 1 września zatrzymany pod zarzutem szpiegostwa przez hitlerowców bo był obywatelem WMG , a działał na rzecz Polski .
Po wojnie zjawił się na jednej z pierwszych uroczystości w Szymankowie upamiętniających ofiary 1 września. Podczas apelu poległych na własne uszy usłyszał: "Erwinie Karczewski, stań do apelu"...
- No to wystąpiłem i powiedziałem: "Jestem" - wspomina. W ten sposób ze "świata zmarłych - pomordowanych" oficjalnie wrócił do życia. I już tego dnia, gdy przypomniał o sobie, "zaopiekował się" nim Urząd Bezpieczeństwa.
- Z Szymankowa wracałem pociągiem do domu w Kołobrzegu, gdzie wtedy mieszkałem. Ale dojechałem tylko do Tczewa, bo tam wyciągnęli mnie z pociągu panowie z UB - opowiada.
Dostarczyli mnie do Starogardu, gdzie czekał citroen z gdańską rejestracją, z dwoma innymi panami. Zawieźli mnie do Kocborowa (szpital psychiatryczny pod Starogardem Gd. - dop. red.) na ściśle zamknięty oddział, umieścili tam na sześć tygodni, nikogo nie informując. Przypadek sprawił, że pracowała tam mojej matki siostra, która powiadomiła moją żonę.
Po wyjściu z Kocborowa jego życie nie było usłane różami.
- W godzinę nie da się opowiedzieć o szykanach, które mnie spotkały... Chcieli mnie zwerbować jako konfidenta, ale nigdy się nie ugiąłem - mówi pan Erwin.
Kierunek: Berlin Zachodni
Jak można było? Trudno mi było to spokojnie czytać...jeżeli nastąpiły przekłamania , to proszę o weryfikację...W Niemczech osiedlił się w Erlangen, miasteczku w Bawarii. Kiedy tylko może, powraca w rodzinne strony. W 2007 roku uczestniczył w uroczystości pod pomnikiem Celników Polskich w Kałdowie - w 68 rocznicę wybuchu II wojny światowej . Otrzymał Honorową Odznakę "Zasłużony dla Służby Celnej".