Pytanie na ile mają być to wątki tczewskie, a na ile mogą być "okoliczne".
Bo z okolic mamy kilka ciekawych opowieści o czarownicach. Ot choćby o Anieli z podstarogardzkiego Osowa, która molestowana przez swojego pana dźgnęła go nożem, za co została oskarżona, że "chutliwe" postępowanie szlachcica było spowodowane czarami samej Anieli. Co skończyło się dla niej stosem.
Jakiś czas potem szlachcica jadącego po nocy z kolegami dopadła zjawa nieboszczki i zamieniła ich w dęby.
W roku pańskim 1700 niejaka Anna Zdrojewska przyznała się do "obcowania cielesnego" z niejakim Rokitą oraz Tomaszem i Łukaszem - rzecz jasna rodem z piekieł, z których poleceń zabijała krowy i inny żywy inwentarz. Itp. Itd. Bardzo fabularnie rozwinięte są np. procesy z okolic Nowego i Kwidzyna.
Z Tczewa niestety żadnego ciekawego przypadku nie znam.
Mamy natomiast inne cudowne zdarzenie, niestety mało w klimatach fantasy (ale można by ciut podkoloryzować). Zwłaszcza, że z udziałem króla światowej sławy.
Polecam księdza Fankidejskiego s. 119 (w przeglądarce 135):
http://kpbc.umk.pl/dlibra/docmetadata?i ... =&lp=1&QI=
No i inna maryjna wzmianka z Kroniki Pelplińskiej (a poprawnie "Chronica Monasteria soemi Ordinis Cisterciensium Pelplini") z roku 1611 w tłumaczeniu o. Piusa Antoniego Turbańskiego:
D. 21 listop. Święto Ofiarowania N.M.P.(...) Warto przytoczyć cudowne zjawisko związane z tym świętem. W r. 1509 pewna kobieta z Tczewa nie chcąc tego święta obchodzić stała się ślepa, aż po kilku godzinach utraty wzroku obiecała obchodzić to święto. Tak znajdujemy ten fakt opisany na marginesie „Historii Lombardii”. Kto to zapisał dodał, że usłyszał to od burmistrza.